sobota, 1 marca 2014

Jak NIE porządkować domu?

1. Nie od razu Kraków zbudowano.
Pamiętaj, że tylko w Perfekcyjnej Pani Domu uczestniczki robią megaporządki w tydzień i zadowolone goszczą w zakamarkach białą rękawiczkę. My - ze swoimi rodzinami, pracą zawodową, zainteresowaniami, nie możemy poświęcić tygodnia czy dwóch wyłącznie na porządki. Zresztą - komu by się chciało zasuwać.
Jeśli się odchudzałaś, wiesz, że szybkie schudnięcie gwarantuje efekt jojo. I tak samo jest ze sprzątaniem i odgracaniem. Jeśli dotąd żyłaś w środowisku pełnym rzeczy i pozbędziesz się większości z nich, podświadomie zaczniesz zapełniać tę pustkę i znów wylądujesz w graciarni.
Ustal ze sobą i z domownikami, jakie etapy będziecie razem realizować. Kiedy przejrzycie szafki w kuchni, a kiedy pozbędziecie się kolekcji podartych swetrów jeszcze z podstawówki i tego okropnego, dziurawego pamiątkowego plecaka ;)

Metoda małych kroków - to jest to!


2. Kupowanie nie pomaga na odgracanie.
Tak, ja wiem. Wiem doskonale. W programach o porządkowaniu wiecznie słyszymy o koszyczkach, pudełkach i innych tego typu cudach. No powiedzcie, czy nie wygląda cudnie tak zorganizowana szafka?
Źródło: Sew many ways.
Tylko skąd wiedzieć na początku, co będzie nam potrzebne i w jakiej ilości? Jakie romiary i kształty pojemników sprawdzą się najlepiej?
Moja rada tym razem będzie nietypowa: sięgnijcie po prowizorkę. Kiedy decydowałam, jakich pudełek czy koszyków będę potrzebowała, korzystałam (a niekiedy korzystam nadal) z przezroczystych pojemników po owocach i warzywach czy przyciętych odpowiednio pudełek kartonowych. Kiedy już będziecie mieć pewność, że dany układ wam odpowiada, wystarczy wymierzyć pojemniki lub nawet wziąć do sklepu dotychczasowe pudełka - na wzór.

3. Nie łap się za wyzwania zbyt duże na jeden raz.
Wybieraj taką pracę lub jej element, który na pewno dokończysz i nie zniechęcisz się w połowie. Nie ma nic gorszego, niż kilka rozgrzebanych zadań, do których nie chce się wracać.

4. Lepsze jest wrogiem dobrego.
Jeśli dana metoda organizacji działa, nie staraj się jej ulepszać. Lepiej skup się na kolejnym czekającym zadaniu.

5. Znajdź motywację zewnętrzną.
No tak, ja wiem. Dla pani w szkole to pierwszaki sie starają. Ale jeśli motywacja wewnętrzna nie działa wystarczająco skutecznie?
Moja metoda to zapisanie się na listę mailingową tam, gdzie codziennie wysyłane jest mini zadanie do wykonania. Umyj lustro w przedpokoju. Przetrzyj klamki i kontakty płynem dezynfekującym (dobra, ja nie dezynfekuję, ale takie zadanie pojawiło się na liście). Uporządkuj wewnątrz torebkę. Takie pięciominutówki pozwalają na osiągnięcie satysfakcji z ukończonego zadania i motywują do większych wyzwań.

Miłego organizowania!

piątek, 14 lutego 2014

Piątkowa miniporada - gąbki kuchenne

Szybkie pytanie - jakie miejsce w domu jest największym siedliskiem bakterii? Toaleta? No, niestety - wcale nie.
Gąbka kuchenna używana dłużej, niż 2-3 dni, jest idealną szalką Petriego dla mnóstwa zarazków. Ale wymienianie jej dwa razy w tygodniu wydaje się nierozsądne - skoro nadal ma fakturę odpowiednią do zmywania i nie wygląda na zużytą.

Miniporada:
Gąbka, która pomiędzy zmywaniami ma szansę dobrze wyschnąć i nie leżeć w kałuży wilgoci, będzie bardziej higieniczna.

Zdjęcie ze strony http://www.hsw.com.au/
Taki koszyczek wewnątrz szafki jest nie tylko ukryty (mniej gratów na wierzchu mniejszy bałagan) ale też przewiewny - umożliwia gabce wyschnięcie. Przed włożeniem jej do kosyzczka należy ją dokładnie opłukać w gorącej wodzie i starannie odcisnąć. Nie polecam układania gąbek w stosiki, jak na zdjęciu, bo chodzi o ich schnięcie, a nie kiszenie się ;))
Można i tak:
Albo tak:

Tak czy owak gąbka będzie wymagała dezynfekcji. Nie polecamy domisia czy innych chlorowych odkażaczy, ponieważ rozpuszczą gąbkę (wraz z bakteriami).
Miniporada
1. Umyj gąbkę w zmywarce. No tak, właśnie. Nie zabije to wszystkich bakterii, ale znacząco zredukuje ich ilość.
2. Jeśli gąbka nie zawiera metalu, wrzuć ją do mikrofalówki na 2 minuty. Uwaga, gąbkę przed włożeniem trzeba porządnie zmoczyć!
3. Zanurz gąbki w occie lub soku z cytryny na kilka minut, a następnie dokładnie wypłucz.

czwartek, 9 stycznia 2014

365 przedmiotów w 365 dni?

Na blogu From Overwhelmed to Organized znalazłam akcję 365 przedmiotów w 365 dni.

Jej zasady są proste - musimy pozbyć się z domu (nie ma oszukiwania, garaż czy strych to też dom!) 365 gratów, które przeszkadzają nam wygodnie i zorganizowanie funkcjonować na co dzień.

Na Facebooku akcja ma swoją grupę wsparcia :)


365 Items in 365 Days Challenge


Ja w to wchodzę, a wy?

piątek, 20 września 2013

Apteczka i organizacja przechowywania leków

Niedawno rozmawiałam z koleżanką o tym, że leki w domu wymagają dobrego zorganizowania, nie mogą być "wszędzie". I fakt - nie dość, że się przeterminowują, to jeszcze są niebezpieczne, a gdy się przewrócą, broczą tym, czego nie chcemy potem zmywać z rozmaitych powierzchni - zaschnięte syropki, zwłaszcza w domu, gdzie są małe dzieci, wydają się być codziennością, ale być nią nie muszą.

Pierwszą i najważniejszą moim zdaniem sprawą jest regularne przeglądanie zasobów apteczki. Przeterminowane lekarstwa trzeba natychmiast wyrzucać - koniecznie do specjalnych pojemników stojących w aptekach. W naszym miasteczku kilka lat temu wyrzucono leki do śmietnika z przychodni osiedlowej. Medykamenty wygrzebały dzieci i skończyło się szpitalem - na szczęście wszystkie przeżyły tę niefortunną zabawę.

Ja sama uwzględniłam przegląd apteczki w spisie prac domowych wykonywanych co kwartał. Można też po prostu wpisać daty ważności leków do kalendarza w komórce i w dniu ich przeterminowania ustawić alarm.

A jak przechowywać leki? Na opakowaniu każdego jest informacja o wymaganych warunkach - czy wystarczy zwykłą szafka, czy potrzebna jest lodówka, a może trzeba lek przechowywać w idealnej ciemności?

Z moich obserwacji wynika, że zwykle najchłodniejszym miejscem w domu jest łazienka. Jeśli jednak domownicy są fanami długich pryszniców i kąpieli, można pomyśleć o innym miejscu - na przykład garderobie. W szafce, położonej dość wysoko, jeśli w domu są dzieci, w szufladzie - to nieważne. Najważniejsze, by temperatura była stała, a leki znajdowały się w odpowiednim położeniu (głównie te płynne). Wyjątkiem jest apteczka pierwszej pomocy: środki dezynfekujące, plastry, gaziki, bandaż itp. (dla mnie także aspiryna i ibuprom ;)) - to powinno znajdować się pod ręką, na przykład w kuchni - tak, aby w razie urazu czy krwawienia mieć łatwy dostęp do odpowienich zasobów.

Jakie są pomysły na przechowywanie leków?
Ja osobiście trzymam apteczkę pierwszej pomocy w małej szufladce w kuchni, natomiast leki nieużywane na co dzień wstawiłam do dużego plastikowego kosza, który stoi w łazienkowej szafie. Obok leży nebulizator, frida i inne sprzęty techniczne, związane z lekami. Termometr elektroniczny trzymam w koszyczku z podręcznymi kosmetykami, przyborami do manicure itp., który stoi w pobliżu łóżka.



Tak może wyglądać apteczka w każdym domu, nawet jeśli upchana na mniejszej powierzchni. Ale wiecie, co mnie ostatnio zachwyciło? Apteczki o wysokim stopniu uorganizowania:


Nad-zwy-czaj-ne! Sama nie wpadłabym na to, by leki podzielić tematycznie :) I te etykietki, ach!

A jak tam wasze apteczki? Radzicie sobie z nimi? Podzielcie się pomysłami :)

Miłego organizowania! 

wtorek, 17 września 2013

Gościnnie: Mary Organizes - czego nie robić, aby dzieci sprzątały

Dzisiaj post gościnny. Poprosiłam Mary, prowadzącą blog Mary Organizes, o pozwolenie na tłumaczenie jej postu i je otrzymałam. 
Mary jest zawodową organizatorką, a także mamą czworga dzieci - za wszystko to podziwiam ją bardzo :)
Jej post, powiązany z cyklem Odgruzuj swój dom w 91 dni, dotyczy tego wszystkiego, co wiąże się z porządkiem w dziecięcych pokojach i poza nimi. Jak często musicie zapędzać dzieci do sprzątania? A może robią to same z siebie?

A jak często to my grzeszymy, a wymagamy cnót od naszych latorośli?


Oddajmy głos Mary:

Czasami w niektórych rodzinach pojawiają się schematy działania, które mogą boleśnie zranić wrażliwość dzieci. Od lat widuję dzieciaki, które czują się niepotrzebne i wyobcowane tylko dlatego, że nie umieją utrzymać porządku w swoich pokojach. Zwykle takie sytuacje są bardziej złożone i mają wiele warstw, a ja nie staram sie udowodnić, że znam wszystkie indywidualne okoliczności, ale wiem to i owo na temat porządków i organizacji w wykonaniu dzieci.
Kiedyś wkroczyłam do domu, zasłanego wielomiesięcznym bałaganem, który panoszył się wszędzie. Gospodyni oprowadzała mnie po swoich włościach, a kiedy doszłyśmy do pokoi jej dzieci, powiedziała coś w stylu "____ miał posprzątać, ale zmuszenie go do tego przypomina wyrywanie zębów bez znieczulenia." Dziecko poczuło się zawstydzone, a rodzic w ogóle sobie nie zdawał z tego sprawy.
Poczułam wtedy, że moim powołaniem jest stawanie w obronie dzieci, jeśli idzie o porządek w ich pokojach. Poniżej znajduje się moja opinia na ten temat.

Przestań mówić dzieciom, żeby posprzątały w swoich pokojach, jeżeli...
 
   Cały dom tonie w chaosie. Mówiąc wprost: jeśli od wieków twoje mieszkanie jest ostoją bałaganu, twoje dzieci nie dostąpiły przywileju ujrzenia, jak zamienia się on w porządek - i to systematycznie. Kiedy czujesz napięcie związane z własnym bałaganem, przerzucasz odpowiedzialność na dzieci, a przecież nie po ich stronie leży wina.

   Dzieci nie są nauczone, jak [podkreślenie tłumaczki] sprzątać. Większość dzieci nie rodzi się z naturalną umiejętnością utrzymywania porządku w swoim otoczeniu. Czasem wypracowanie jej wymaga całych lat nauki. Możesz obdarzyć je umiejętnością odpowiedzialnego zachowania w ich własnej przestrzeni - a dar ten służyć im będzie przez całe życie. A jeśli wysyłasz je do sprzątania bez odpowiedniego przygotowania, skazujesz je na porażkę.

   Zostawiasz masę rzeczy nienależących do nich w ich pokojach - a dzieci nie wiedzą, co zrobić z tymi gratami. W zasadzie oczywistość - ale nie dla każdego. Oczekiwanie, żeby dzieci sprzątały TWÓJ bałagan, jest chore.


   Usiłujesz upchnąć w ich pokojach zbyt wiele naraz. Musisz regularnie redukować zawartość pokoi razem z dziećmi, żeby nauczyły się, że przedmioty pojawiają się i odchodzą - i by przyswoiły to jako naturalną kolej rzeczy.

   Ich pokoje pozbawione są odpowiedniego systemu przechowywania, czyli po prostu rzeczy nie mają swoich stałych miejsc. Nie chodzi o jakieś skomplikowane i drogie meble czy pojemniki, wystarczą półki, szuflady i koszyki. Chodzi po prostu o to, by każdy przedmiot miał swoje mieszkanie!

   Spróbuj spojrzeć na pokoje dzieci z ich punktu widzenia.

   Mniej to więcej. Jest to istotne zwłaszcza w przypadku dzieci z jakimikolwiek zaburzeniami koncentracji. W ich przypadku zmaganie się z przeładowaną przestrzenią jest jeszcze trudniejsze.

   Oświadczenie: DZIECI POWINNY SPRZĄTAĆ SWOJE POKOJE. Jeśli tylko są odpowiednio nauczone, a odpowiedzialność za ich przestrzeń jest stosowna do ich możliwości.

   A tak z życia - jedną z moich ulubionych letnich zabaw jest :Dzieciaki, posprzątajcie swoje pokoje!" Wołam tak, gdy potrzebuję chwili dla siebie, ponieważ wiem, że dzieci i tak porzucą sprzątanie, ale zaczną się pięknie ze sobą bawić. Czasem bywa i tak ;)

Od tłumaczki i administratorki:
Moje własne doświadczenia pokazują, że sprzątanie pokoju dziecka całą rodziną może być świetnym sposobem na przyjemne (!!!) spędzenie deszczowej soboty - a w każdym razie jej części. Osobiście uważam, że to bardzo relacjotwórcze :)


piątek, 13 września 2013

Dobrze zorganizowana lodówka i zamrażarka

Czy ta lodówka coś Wam przypomina? Mnie - moją własną, sprzed czasów uorganizowanych ;)
A wiecie, co wtedy było największym problemem? To, że wiecznie coś mi się przeterminowywało, coś pleśniało, coś psuło lub wysychało, zapchane Bóg wie gdzie.
Organizacja nie była dziełem chwili, to fakt. Ale myślę, że było warto.
Po pierwsze - wyciągnęłam wszystko z lodówki i porządnie ją wymyłam wodą z octem i sodą oczyszczoną. Taka mieszanka ładnie usuwa tłuszcz, osad z wody i przede wszystkim brzydkie zapachy.
Półki, wymyte i wytarte do sucha włożyłam z powrotem, po czym nakryłam je matami stołowymi, które można łatwo wyjąć i wymyć.
Można kupić specjalne maty, można wykorzystać podkładki pod talerze lub zwykłą ceratę stołową.
Po drugie - warto zaopatrzyć się w plastikowe koszyki róznej wielkości. Te z tworzyw naturalnych nie nadają się do lodówki ze względów higienicznych.
W mojej lodówce dwa z nich odgrywają najważniejszą rolę.
Pierwszy to kosz na zapasy nabiałowe. Trzymam w nim nieodpieczętowane opakowania jogurtów, serów, śmietany i tak dalej, ale też paczkowaną wędlinę i generalnie to wszystko, co jest bezpieczne w przechowywaniu. Po sobotnich zakupach sprawdzam przy ich chowaniu, jakie produkty trzeba zjeść i przesuwam je na przód koszyka.
A gdy dziecko przychodzi do lodówki po "jakiś-ale-nie-wiem-jaki jogurt", mogę wyciągnąć cały koszyk zamiast pozwolić na trzymanie otwartych drzwi tak długo, aż agregat zacznie całą mocą ratować chłód ;)
Drugi koszyk to koszyk śniadaniowy. Zawiera pudełko z masłem/margaryną, rozpakowane lub plasterkowane sery i wędliny i inne bieżące produkty. Koszyczek wyciągamy na stół i robimy sobie kanapki.
Poza tym jest też miska z warzywami kanapkowymi, przeznaczonymi do szybkiego zjedzenia. Te, które mogą poleżeć, znajdują się w dolnych szufladach lodówki. Wstawiłam do środka pojemniki plastikowe po warzywach z Biedronki, dzięki czemu warzywa nie mieszają się ze sobą, pojemniki łatwo jest wyjąć i umyć, a szuflady mniej się brudzą.
Jajka trzymam w oryginalnych wytłaczankach, ponieważ ułatwia to pilnowanie daty ważności. Dzięki temu cała półka z pokrywą na drzwiach lodówki może być przeznaczona na twarde sery czy inne produkty których  lepiej nie zapchać gdzieś z tyłu ;)

Druga część lodówki to zamrażarka.
Nadal zastanawiam się, jak efektywnie zrobić przegródki w jej szufladach, bo nie widziałam takich cudów w sprzedaży, a czasem by się przydały.
Tak czy owak jeśli idzie o zamrażarkę, to zasady są dość zwięzłe:
- Wszystko musi być szczelnie zamknięte. Znacie produkty liofilizowane? Zamrażarka też to robi naszym zapasom, tylko na mniejszą i nieco niszczycielską skalę. Chrońmy więc produkty przed wysychaniem i zaglądajmy do opakowań. Jeśli na jedzeniu widać ślady obsuszenia, zużyjmy daną rzecz, usuwając uszkodzone fragmenty.
- Każdy rodzaj produktu: mięso, warzywa, potrawy - ma swój własny czas przydatności do spożycia. Fajnym pomysłem jest naklejanie dat włożenia do zamrażarki na opakowaniach żywności.
- Warto jest mieć spis rzeczy znajdujących się w zamrażarce - na kartce na drzwiach lodówki, w domowym kalendarzu, arkuszu kalkulacyjnym czy apce w smartfonie i aktualizować go na bieżąco. Spis pozwoli uniknąć wyrzucania produktów, ale też zaplanować menu, zaoszczędzić pieniądze w chwilach podkreskowych i zachować dobrą organizację.
- Osobiście nie przejmuję się zbytnio zaleceniami, by w górnej szufladzie przechowywać, a w dolnej zamrażać, lub odwrotnie. Moja zamrażarka jest na tyle mała, by nie miało to znaczenia. Podejrzewam jednak, że może okazać się przydatne i ułatwiające życie w przypadku dużych zamrażarek.
- Kiedy mrożę owoce, pierogi lub inne produkty, w przypadku których fajnie mieć je w osobnych elementach, a nie w postaci zbitej bryły, wysypuję lub układam je na tackach styropianowych, wkładam do worków foliowych i mrożę na płasko. Kiedy zamarzną - mogę zsypać je jednym ruchem i wyjąć tacki, a potem łatwo jest odgrzać 4 pierogi lub usmażyć 1 schabowego ;)

Zawsze mam w zamrażarce pojemniki po lodach, pełne siekanego koperku i pietruszki. Zioła innego rodzaju, te pełne olejków eterycznych, zamrażam w foremce do lodu, ale używając oliwy, nie wody. A teraz planuję kupienie większej ilości warzyw "do zupy", pokrojenie ich i oczyszczenie i zamrożenie w porcjach na jeden garnek. Często bowiem zapominam kupić włoszczyznę, zdarza się też, że seler, zanim go zużyję, mięknie i zaczyna pleśnieć. A tak - będę miała gotowce do wrzucenia do garnka.
No i jak? Macie zorganizowaną lodówkę? A może już czas się zmierzyć z jej głębią?

Miłego organizowania!

niedziela, 21 lipca 2013

Jak zorganizować swoją szafę?

I co o tym myślicie?

Jeśli macie za dużo




Jeśli macie za dużo rzeczy albo za mało motywacji, by się ich pozbyć, obejrzyjcie ten program. Bo ani się człowiek obejrzy, a już go zjedzą graty...

niedziela, 23 czerwca 2013

Po co mi ta organizacja?

Żeby zrobić coś skutecznie, trzeba mieć do tego dobry powód.
Odchudzamy się, bo nagle wszystkie ciuchy są za małe albo pojawił się powód zdrowotny.
Uczymy się piec ciasto, ponieważ ukochany uwielbia placki z owocami.
Trenujemy szydełkowanie, bo chcemy mieć coś, co nas odpręży i wyciszy.
Ruszamy w góry, bo nie ma nic piękniejszego, niż widok ze szczytu.

Nie da się dobrze zorganizować, jeśli nie ma się ku temu naprawdę znaczącego powodu.

A jakie to mogą być przyczyny?
1. Nieustanny, trudny do opanowania bałagan.
Znam sporo osób (w tym siebie), które narzekają, że mają dużo do sprzątania, że ciagle to robią, a końca nie widać. Tak, ja wiem, że zwłaszcza w przypadku domu, w którym mieszkają małe dzieci lub zwierzęta, sprzątanie jest jak mycie zębów podczas jedzenia czekolady - mało skuteczne. W takim wypadku zmniejszenie ilości rzeczy i znalezienie miejsca dla każdej z nich skraca przynajmniej czas odkładania, a dzieciom ułatwia wypełnienie rodzicielskiego polecenia "Posprzątaj wreszcie!"
Moje osobiste dzieci mają zredukowaną ilość zabawek, a te, które ostały się kolejnej fazie matczynej obsesji poprawy organizacji domowej, pogrupowane są tematycznie. Mamy więc pudełko kucypońsko-petszopowe, kosz z dużymi klockami, pudło z LEGO (plus małe pudełko z kilkoma płytkami montażowymi i ilością cegiełek/okienek/drzwi na 2-3 małe domki/garaże - to pudełko jest w codziennym użyciu, a duże pudło wyciągamy od święta), kosz na bieliznę pełen pluszaków (ale one znikną niebawem, Duża wyrasta z nich pomału, ma kilka ulubionych, a Mały nie przepada za takimi zabawkami), pudło z rzeczami kucharskimi (oboje uwielbiają) i szufladę autową. Sprzątanie zabawek jest proste.

2. Brak dobrych nawyków, utrudniający codzienne funkcjonowanie. Zwłaszcza w temacie "Gdzie jest mój portfel/kluczyki/książeczka zdrowia/bidon na rower..."
Tu organizacja wydaje się wręcz niezbędna. Pierwszym krokiem jest oczywiście zaplanowanie i obmyślenie odpowiednich miejsc na trzymanie danych rzeczy, a później praca nad tym, by je tam odkładać.


3. Nowy lokator. Bez względu na to, czy chodzi o psa, kota, niemowlę czy babcię. Zawsze nowy mieszkaniec naszego domu zmusza nas niejako do pewnej reorganizacji i przemyślenia tego, co ważne. Jaką oddamy mu przestrzeń? Gdzie pomieścimy jego rzeczy? Jak je pomieścimy?

4. Przeprowadzka albo remont. To doskonały pretekst i okazja do reorganizacji, zwłaszcza w kwestii pozbywania się gratów.

5. Nowe hobby (tu akurat mam bogate doświadczenia, ostatnio na przykład królują u mnie koraliki ;))

6. Zmniejszenie poziomu stresu. Ha, wiecie, na ile sposobów to działa? Po pierwsze, sprzątanie z układaniem i wyrzucaniem jest świetną formą gimnastyki i pozwala się odprężyć (wiedzą o tym wszyscy studenci, których pokoje lśnią głównie podczas sesji ;)). Po drugie - widok pustych przestrzeni bardzo uspokaja. Mnie samej znacznie łatwiej jest zająć się pracą twórczą, gdy na biurku jest tylko laptop i kubek z herbatą. Po trzecie zaś - mniej rzeczy to mniej bałaganu, a on denerwuje. Same zyski :)

7. Zaprzestanie marnowania pieniędzy. Planowanie menu, niekupowanie pod wpływem chwili tak jedzenia (Nie dotyczy lodów. Lody są dobre ;) ), jak i przedmiotów trwałych pozwala zapanować nad domowym budżetem i uniknąć bałaganu.

8. Znalezienie czasu dla siebie. Przecież jeśli ciągle sprzątasz, to nie dziw się, że nie masz kiedy poczytać, posłuchać muzyki czy pójść na długi spacer.

9. Odchudzanie. Z własnego doświadczenia wiem, że odchudzanie wychodzi najlepiej nie wtedy, gdy cały dzień powstrzymujemy się od jedzenia (zwłaszcza że może to skończyć się napadem wieczornego megagłodu), tylko wtedy, gdy dieta jest zaplanowana, uwzględnia odpowienią ilość posiłków, przekąsek i ćwiczeń. Skjoro w planie diety stoi jak byk, że o 10:00 zjem grahamkę z twarożkiem i rzodkiewką, to uniknę sytuacji, w której łapię jakieś cokolwiek o 9:30, naruszając zasady diety.

10. Bycie dobrym wzorcem dla dzieci. Jak pewnie wiecie, z trucia niewiele wynika - psują się relacje, a przyczyna trucia pozostaje niezmienną. Dzieci nie uczą się przecież z naszego gadania - tylko przez obserwację tego, co robimy. To jakby paląca 2 paczki papierosów dziennie matka zabraniała palić swoim nastoletnim dzieciom. To tak, jakby ojciec, siedzący non-stop przed komputerem, miał za złe dzieciom, że zamiast biegać z piłką/czytać książkę, lgną do ekranów tv, komputera czy komórki.
Z przyjemnością obserwuję we własnym domu chwile, kiedy wszyscy czworo zasuwamy zgodnie, by jak najprędzej doprowadzić chłupę do stanu używalności/pokazywalności ludziom - i te, w których wszyscy leżymy martwym bykiem i czytamy książki. No a kiedy Duża rzuca na podłogę/krzesło zdjęte z siebie ciuchy, czerwienię się, bo wiem, po kim to ma ;)

A wy - czemu chcecie się lepiej zorganizować? Podzielcie się z czytelnikami bloga swoimi przemyśleniami :)
 
Rucianko, zapraszam na stałe :)
Gabrielo, sposób z rolkami po papierze też znam - niestety, u mnie szybko się niszczyły, więc teraz planuję jakąś inną metodę.
Basiu, ręcznik nazywa się Aquafit i produkuje go Kimberly-Clark - Velvet:

wtorek, 18 czerwca 2013

Na co nie wydaję pieniędzy?

Zastanawiam się ostatnio, jak lepiej zorganizować domowy budżet. W zakresie żywności jest nieźle - planujemy zakupy dzięki rozpisywaniu konkretnego menu na dany tydzień. Kuoujemy też chleb w ilościach jedynie koniecznych - a w wypadku nagłych braków ratujemy się domowymi goframi lub maszyną do chleba. Domowy chleb, choćby i najprostszy, tostowy, zawsze schodzi do końca i jest smaczny nawet w wersji suchobułkowej.
W momencie jednak, gdy przychodzi jakiś kryzys, albo gdy tymczasowo jeden z zarabiających domowników jest akurat bez zajęcia... Zresztą, co tu pisać, niemal każdy czasem musi zawalczyć o dopięcie budżetu.

Co więc pomijamy w zakupach i co odbija się pozytywnie na naszych finansach?
1. Plastikowe torby i jednorazówki w sklepach. Zawsze mam ze sobą płócienną torbę. Osobiście wolę taką na dłuższych uszach, by móc ją zarzucić na ramię - gdy prowadza się ze sobą ruchliwego dwulatka, trzeba czasem się ratować szybkim biegiem odpowiednim wyposażeniem. Na większe zakupy mamy torbę na kółeczkach.
Źródło: Pinterest
2. Ręczniki papierowe. No dobra, rolkę ręcznika zawsze mam w kuchni, ale wystarcza mi zwykle na 2 miesiące. Używam ręczników przy smażeniu, żeby odsączyć z oleju usmażone rzeczy, albo do zebrania tłuszczu z powierzchni zbyt tłustej zupy. Na co dzień używam np. pociętych na kawałki ścierek, które były już zbyt poniszczone na pełnoprawne ściereczki do naczyń. Korzystam też z wielorazowych ręczników papierowych - są biodegradowalne, ale mogą służyć wiele razy. Taki kawałek ręcznika wielorazowego przez cały dzień wykorzystuję do ścierania blatów itp., płuczę i wieszam na wylewce baterii.
3. Telefon stacjonarny. Mamy co prawda podłączoną linię stacjonarną, ale ponieważ trafiliśmy na fajną promocję, mamy ją za darmo, płacimy za internet tylko.
4. Odkamieniacze i inne środki czystości poza proszkiem do prania, płynem  do zmywania i płynem do płukania tkanin (którego wyrzec się nie umiem na razie). Używam octu, sody, soli, ściereczek z mikrofibry (już nigdy płynu do szyb!)
5. Żel/pianka do golenia. Mąż się nie goli, ja wolę klasycznie namydlić skórę zwykłym mydłem.
6. Gotowe półprodukty - używamy tylko czasami warzyw na patelnię i mrożonych klusek śląskich od likalnego producenta. Wszystko inne gotujemy w domu od podstaw. A po moich ostatnich eksperymentach stwierdzam, że jednak gotowce niekoniecznie wychodzą szybciej.
7. Pojemniki na sypkie produkty. Przez jakiś czas używałam słoików po kawie, że niby kwadratowe i w ogóle, ale nie miałam zdrowia do czyszczenia ich z etykiet i kleju. Teraz używam słoików litrowych i półlitrowych po różnych marynatach.
8. Papier do rysowania. Dzieci bez problemu zaakceptowały używanie drugiej strony kserówek, wydruków i tego typu kartek. Odkładamy też do pudełka kawałki kartek, idealne na listę zakupów itp. notatki.
9. Koperek i zieloną pietruszkę - hoduję je na oknie. Kupiłam też kiedyś oregano w kubełku, przesadziłam do porządnej doniczki i rośnie już od dwóch miesięcy, zapewniając aromat moim potrawom.
10. Kalendarze ścienne. Bardzo je lubię, ale co roku udaje się znaleźć firmę, która chce zareklamować się w taki sposób. W tym roku mam kalendarz związany z moim hobby - z firmy STRIMA, dystrybutora maszyn do szycia.
A wy? Na co wy nie wydajecie pieniędzy? :)