wtorek, 18 czerwca 2013

Na co nie wydaję pieniędzy?

Zastanawiam się ostatnio, jak lepiej zorganizować domowy budżet. W zakresie żywności jest nieźle - planujemy zakupy dzięki rozpisywaniu konkretnego menu na dany tydzień. Kuoujemy też chleb w ilościach jedynie koniecznych - a w wypadku nagłych braków ratujemy się domowymi goframi lub maszyną do chleba. Domowy chleb, choćby i najprostszy, tostowy, zawsze schodzi do końca i jest smaczny nawet w wersji suchobułkowej.
W momencie jednak, gdy przychodzi jakiś kryzys, albo gdy tymczasowo jeden z zarabiających domowników jest akurat bez zajęcia... Zresztą, co tu pisać, niemal każdy czasem musi zawalczyć o dopięcie budżetu.

Co więc pomijamy w zakupach i co odbija się pozytywnie na naszych finansach?
1. Plastikowe torby i jednorazówki w sklepach. Zawsze mam ze sobą płócienną torbę. Osobiście wolę taką na dłuższych uszach, by móc ją zarzucić na ramię - gdy prowadza się ze sobą ruchliwego dwulatka, trzeba czasem się ratować szybkim biegiem odpowiednim wyposażeniem. Na większe zakupy mamy torbę na kółeczkach.
Źródło: Pinterest
2. Ręczniki papierowe. No dobra, rolkę ręcznika zawsze mam w kuchni, ale wystarcza mi zwykle na 2 miesiące. Używam ręczników przy smażeniu, żeby odsączyć z oleju usmażone rzeczy, albo do zebrania tłuszczu z powierzchni zbyt tłustej zupy. Na co dzień używam np. pociętych na kawałki ścierek, które były już zbyt poniszczone na pełnoprawne ściereczki do naczyń. Korzystam też z wielorazowych ręczników papierowych - są biodegradowalne, ale mogą służyć wiele razy. Taki kawałek ręcznika wielorazowego przez cały dzień wykorzystuję do ścierania blatów itp., płuczę i wieszam na wylewce baterii.
3. Telefon stacjonarny. Mamy co prawda podłączoną linię stacjonarną, ale ponieważ trafiliśmy na fajną promocję, mamy ją za darmo, płacimy za internet tylko.
4. Odkamieniacze i inne środki czystości poza proszkiem do prania, płynem  do zmywania i płynem do płukania tkanin (którego wyrzec się nie umiem na razie). Używam octu, sody, soli, ściereczek z mikrofibry (już nigdy płynu do szyb!)
5. Żel/pianka do golenia. Mąż się nie goli, ja wolę klasycznie namydlić skórę zwykłym mydłem.
6. Gotowe półprodukty - używamy tylko czasami warzyw na patelnię i mrożonych klusek śląskich od likalnego producenta. Wszystko inne gotujemy w domu od podstaw. A po moich ostatnich eksperymentach stwierdzam, że jednak gotowce niekoniecznie wychodzą szybciej.
7. Pojemniki na sypkie produkty. Przez jakiś czas używałam słoików po kawie, że niby kwadratowe i w ogóle, ale nie miałam zdrowia do czyszczenia ich z etykiet i kleju. Teraz używam słoików litrowych i półlitrowych po różnych marynatach.
8. Papier do rysowania. Dzieci bez problemu zaakceptowały używanie drugiej strony kserówek, wydruków i tego typu kartek. Odkładamy też do pudełka kawałki kartek, idealne na listę zakupów itp. notatki.
9. Koperek i zieloną pietruszkę - hoduję je na oknie. Kupiłam też kiedyś oregano w kubełku, przesadziłam do porządnej doniczki i rośnie już od dwóch miesięcy, zapewniając aromat moim potrawom.
10. Kalendarze ścienne. Bardzo je lubię, ale co roku udaje się znaleźć firmę, która chce zareklamować się w taki sposób. W tym roku mam kalendarz związany z moim hobby - z firmy STRIMA, dystrybutora maszyn do szycia.
A wy? Na co wy nie wydajecie pieniędzy? :)

4 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie ręcznikiem papierowym wielokrotnego użycia, nie słyszałam o takim .
    Do drukowania wzorów , które najczęściej potem wyrzucam, używam tak jak twoje dzieci papieru z jednej strony już użytego.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Zainwestowałam w sporą liczbę ścierek z mikrofibry. Używam (głównie do ścierania kurzu lub przecierania bez dodatku detergentów), suszę i wrzucam do kosza na pranie. Jak się uzbiera większa ilość ściereczek + ścierek kuchenych + ręczników, to piorę hurtem. Nie wyobrażam sobie prania ręcznego/opłukania ścierek, muszę mieć je porządnie wyprane. Ale też nie chcę wstawiać pralki z 3 czy 5 drobnymi rzeczami.
    2. Rzeczy, które myję w ogrodzie i spłukuję tam szlaufem, myję za pomocą roztworu z orzechów do prania. Do prania średnio mi pasują, ale do mycia są super. No i trawa nie ucierpi ;)
    3. Mam w ogródku swoje zioła i trochę owoców: oregano, bazylia, stewia, pory, seler na natkę, poziomki itp.
    4. Nie używam długopisów. Mam ze dwa, do podpisywania papierów. Na codzień, do notatek domowych czy na szkoleniach, używam tylko ołówków. Pudełko ołówków kupuje raz na kilka lat dosłownie, za kilka złotych. I nie rozpadają się jak jednorazowe długopisy.
    5. Zamiast worków na śmieci używam worków po psiej karmie i pelecie.
    6. Mam kompostownik. Nie używam do moich roślin żadnych nawozów, a poziomki mam wielkości truskawek :)
    7. Wielorazowych toreb też używam. Dodatkowo mam w każdej torebce złożoną małą siatkę, na wszelki wypadek ;) Kiedyś przerobiłam sporo starych włóczek na siatki zakupowe, ale już się poniszczyły. Chyba znowu czas siąść z szydełkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. Kupiłam kilka toreb Lidla, są dobre na duże zakupy, ale też do przechowywania czegoś w szafie co wyjmujemy co pół roku, np rolki, łyżwy. Są bardzo wytrzymałe i można je myć.
    2. Gdy zapomnę własnej torby, a robię zakupy w markecie to zabieram jakieś kartonowe pudełko i w nim wynoszę zakupy do auta.
    3. Segreguję oczywiście śmieci, a wykorzystywanie kartek wielokrotne to oczywistość.
    4. Kupuję w Amway koncentrat LOC do sprzątania każdej powierzchni ktorą można umyć, w tym okien jeden na rok, a sprzątam dużo. Jest tam też płyn do mycia naczyń, koncentrat wystarczy na rok.
    5. Wiele zabawek robiłam sama dla dzieci. W necie są przepisy na masę solną, nawet na ciastolinę , dzieci to uwielbiają a kosztuje w sklepie sporo.
    6 oczywiste jest też ronienie przetworów na zimę, gdy owoce są najtańsze, nie kupuję dżemów i ogórków kiszonych mam własne. Dynię, kabaczki można uprawiać na działce, praktycznie bez wysiłku, na typowy warzywniak nie mam czasu niestety.
    7. Prawdziwą oszczędnością czasu jest gotowanie raz na tydzień: nastawiam dwa garnki rosołu, który potem w słoikach przechowuję w lodówce, baza do zup. Kilka różnych mięs robię w formie gulaszów, potrawek i mrożę w pojemnikach plastykowych. W tygodniu dziadek podgrzewa moje dania, a ja nie gotuję praktycznie nic. Za to mam czas na odrabianie lekcji z dziećmi. Ale wadą jest to że w sobotę stoję w kuchni 4-5 h.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te zabawki to się sprawdza, moje dzieci szybko się nudzą a świetnie się bawią robionymi przez siebie zabawkami. Ostatnio mąż coś przykręcał i narzekał że mu chłopcy przeszkadzają. Kazałam mu dać chłopakom brzeszczot, resztki listew drewnianych i papier scierny. Dogadali się. do teraz starszy szlifuje klocki.

    OdpowiedzUsuń