niedziela, 23 czerwca 2013

Po co mi ta organizacja?

Żeby zrobić coś skutecznie, trzeba mieć do tego dobry powód.
Odchudzamy się, bo nagle wszystkie ciuchy są za małe albo pojawił się powód zdrowotny.
Uczymy się piec ciasto, ponieważ ukochany uwielbia placki z owocami.
Trenujemy szydełkowanie, bo chcemy mieć coś, co nas odpręży i wyciszy.
Ruszamy w góry, bo nie ma nic piękniejszego, niż widok ze szczytu.

Nie da się dobrze zorganizować, jeśli nie ma się ku temu naprawdę znaczącego powodu.

A jakie to mogą być przyczyny?
1. Nieustanny, trudny do opanowania bałagan.
Znam sporo osób (w tym siebie), które narzekają, że mają dużo do sprzątania, że ciagle to robią, a końca nie widać. Tak, ja wiem, że zwłaszcza w przypadku domu, w którym mieszkają małe dzieci lub zwierzęta, sprzątanie jest jak mycie zębów podczas jedzenia czekolady - mało skuteczne. W takim wypadku zmniejszenie ilości rzeczy i znalezienie miejsca dla każdej z nich skraca przynajmniej czas odkładania, a dzieciom ułatwia wypełnienie rodzicielskiego polecenia "Posprzątaj wreszcie!"
Moje osobiste dzieci mają zredukowaną ilość zabawek, a te, które ostały się kolejnej fazie matczynej obsesji poprawy organizacji domowej, pogrupowane są tematycznie. Mamy więc pudełko kucypońsko-petszopowe, kosz z dużymi klockami, pudło z LEGO (plus małe pudełko z kilkoma płytkami montażowymi i ilością cegiełek/okienek/drzwi na 2-3 małe domki/garaże - to pudełko jest w codziennym użyciu, a duże pudło wyciągamy od święta), kosz na bieliznę pełen pluszaków (ale one znikną niebawem, Duża wyrasta z nich pomału, ma kilka ulubionych, a Mały nie przepada za takimi zabawkami), pudło z rzeczami kucharskimi (oboje uwielbiają) i szufladę autową. Sprzątanie zabawek jest proste.

2. Brak dobrych nawyków, utrudniający codzienne funkcjonowanie. Zwłaszcza w temacie "Gdzie jest mój portfel/kluczyki/książeczka zdrowia/bidon na rower..."
Tu organizacja wydaje się wręcz niezbędna. Pierwszym krokiem jest oczywiście zaplanowanie i obmyślenie odpowiednich miejsc na trzymanie danych rzeczy, a później praca nad tym, by je tam odkładać.


3. Nowy lokator. Bez względu na to, czy chodzi o psa, kota, niemowlę czy babcię. Zawsze nowy mieszkaniec naszego domu zmusza nas niejako do pewnej reorganizacji i przemyślenia tego, co ważne. Jaką oddamy mu przestrzeń? Gdzie pomieścimy jego rzeczy? Jak je pomieścimy?

4. Przeprowadzka albo remont. To doskonały pretekst i okazja do reorganizacji, zwłaszcza w kwestii pozbywania się gratów.

5. Nowe hobby (tu akurat mam bogate doświadczenia, ostatnio na przykład królują u mnie koraliki ;))

6. Zmniejszenie poziomu stresu. Ha, wiecie, na ile sposobów to działa? Po pierwsze, sprzątanie z układaniem i wyrzucaniem jest świetną formą gimnastyki i pozwala się odprężyć (wiedzą o tym wszyscy studenci, których pokoje lśnią głównie podczas sesji ;)). Po drugie - widok pustych przestrzeni bardzo uspokaja. Mnie samej znacznie łatwiej jest zająć się pracą twórczą, gdy na biurku jest tylko laptop i kubek z herbatą. Po trzecie zaś - mniej rzeczy to mniej bałaganu, a on denerwuje. Same zyski :)

7. Zaprzestanie marnowania pieniędzy. Planowanie menu, niekupowanie pod wpływem chwili tak jedzenia (Nie dotyczy lodów. Lody są dobre ;) ), jak i przedmiotów trwałych pozwala zapanować nad domowym budżetem i uniknąć bałaganu.

8. Znalezienie czasu dla siebie. Przecież jeśli ciągle sprzątasz, to nie dziw się, że nie masz kiedy poczytać, posłuchać muzyki czy pójść na długi spacer.

9. Odchudzanie. Z własnego doświadczenia wiem, że odchudzanie wychodzi najlepiej nie wtedy, gdy cały dzień powstrzymujemy się od jedzenia (zwłaszcza że może to skończyć się napadem wieczornego megagłodu), tylko wtedy, gdy dieta jest zaplanowana, uwzględnia odpowienią ilość posiłków, przekąsek i ćwiczeń. Skjoro w planie diety stoi jak byk, że o 10:00 zjem grahamkę z twarożkiem i rzodkiewką, to uniknę sytuacji, w której łapię jakieś cokolwiek o 9:30, naruszając zasady diety.

10. Bycie dobrym wzorcem dla dzieci. Jak pewnie wiecie, z trucia niewiele wynika - psują się relacje, a przyczyna trucia pozostaje niezmienną. Dzieci nie uczą się przecież z naszego gadania - tylko przez obserwację tego, co robimy. To jakby paląca 2 paczki papierosów dziennie matka zabraniała palić swoim nastoletnim dzieciom. To tak, jakby ojciec, siedzący non-stop przed komputerem, miał za złe dzieciom, że zamiast biegać z piłką/czytać książkę, lgną do ekranów tv, komputera czy komórki.
Z przyjemnością obserwuję we własnym domu chwile, kiedy wszyscy czworo zasuwamy zgodnie, by jak najprędzej doprowadzić chłupę do stanu używalności/pokazywalności ludziom - i te, w których wszyscy leżymy martwym bykiem i czytamy książki. No a kiedy Duża rzuca na podłogę/krzesło zdjęte z siebie ciuchy, czerwienię się, bo wiem, po kim to ma ;)

A wy - czemu chcecie się lepiej zorganizować? Podzielcie się z czytelnikami bloga swoimi przemyśleniami :)
 
Rucianko, zapraszam na stałe :)
Gabrielo, sposób z rolkami po papierze też znam - niestety, u mnie szybko się niszczyły, więc teraz planuję jakąś inną metodę.
Basiu, ręcznik nazywa się Aquafit i produkuje go Kimberly-Clark - Velvet:

4 komentarze:

  1. Męczy mnie bałagan, nie potrafię pracować ani odpoczywać w miejscu, gdzie jest rozgardiasz. Dlatego w domu mam wiele zabudowanych szaf, które mieszczą prawie wszystko. Dwa razy do roku razem z moimi dziećmi robię ich przegląd. Ubrania,w których już się nie chodzi, a które jeszcze są w dobrym stanie, odkładamy, aby oddać osobom potrzebującym. To samo robimy z butami, kurtkami itp. Bardzo pilnuję,aby ubrania były odwieszane do szafy a nie na oparcie krzesła, aby klucze zawsze były w jednym miejscu itp. To naprawdę pomaga utrzymać porządek. Nie jestem pedantką, ale wiele lat mieszkałam z rodziną w dwóch maleńkich pokoikach i to mnie nauczyło, aby wszystko miało swoje określone miejsce. Poza tym nie przywiązuję się do rzeczy, nie mam zwyczaju trzymania ich, bo może się kiedyś jeszcze przydadzą. Nie przydadzą się, a tylko niepotrzebnie zajmują miejsce.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. marzę o własnych 4 ścianach, ktore mogłabym organizować po swojemu, czyli z lekką nutką chaosu :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nie dotyczy lodów. Lody są dobre ;) " rozbawiałaś mnie tym fragmentem.

    U mnie organizacja wypłynęła sama, w pewnym momencie wzięłam na siebie tyle rzeczy, że bez dobrego zorganizowania poległabym ;)

    OdpowiedzUsuń